głupia chemia
2011-10-08
dziwny, zakręcony dzień. Trochę jako kura domowa, trochę jak samotna matka z (nie swoim) dzieckiem
trochę jak zaniepokojona kobieta, która martwi się chociaż wie, że nie powinna. Która nie chce by jej zależało, a jednak zależy
bo jak można ułożyć sobie w głowie to, że facet jest tobą zachwycony, łapiesz z nim świetny kontakt, ale wiesz, że dupek z niego. Ba, on wie że dupek z niego. I dlatego on decyduje, że nie teraz, nie ze mną, że nic i nie
a ja też wiem, że nie, bo przecież nie mogę myśleć nawet o tego typu facecie, który gubi kolejny telefon, a po dwóch dniach balowania nagle okazuje się, że klucze do domu też zaginęły. Facecie, na którego nigdy nie będę mogła liczyć i o którego wiecznie będę się martwić
głupia chemia
nie tłumacz
2011-10-05
dostałam wczoraj jedną, chyba ważną radę: "nie tłumacz mi się". Od faceta. Od faceta, z którym iskrzyło kiedyś, gdzieś. Spotkaliśmy się ostatnio i oczywiście babskim sposobem musiałam zacząć z nim rozmawiać zbyt poważnie. Więc zapytał, po co mu się tłumaczę?
czy nie ma w tym trochę prawdy? po co zawsze wiedzieć wszystko, po co zawsze nazywać emocje i definiować relacje?
może czasem trzeba po prostu odpuścić i nie myśleć o wielkim planie przyszłościowym
znów
2011-09-25
znów wpadałam w tą samą pułapkę. Zbudowaną z głupiej nadziei i nieobiektywnej, emocjonalnej papki uczuciowej. Czy kiedyś będę w końcu umiała racjonalnie patrzeć na życie?
może musiałam sobie jeszcze raz przypomnieć, że nie można mieć oczekiwań, że lepiej jest zostać miło zaskoczonym, niż smutno rozczarowanym
czego Ci nie życzę
o wsparciu, związkach, ślubach i podrywach :)
2011-09-21
wspieranie się. Chodzi o takie wspieranie w związku, kiedy jedna strona przeżywa problemy, takie prawdziwe problemy. Czy może oczekiwać, że partner będzie chciał i umiał ją wspierać? Czy może jest to domena przyjaciół?
czy warto być w związku, w którym nie można liczyć na wsparcie? Bo nie oszukujmy się, nie chcę też zwalać winy na tego biednego faceta, który poprostu nie rozumie i wiem, że nie jest Bogiem, by domyślać się wszystkiego. Ale czy naprawdę tak trudno czasem wykrzesać w sobie trochę altruizmu dla osoby, którą się kocha? Przecież wiążąc się z kimś, to na dobre i złe chwile. Na momenty radości, ale i płaczu. A może to tylko moja wyidealizowana wizja?
i osobiście dziwię się, że ludzie przychodzą do mnie z problemami związkowymi, do kogoś kto jest wiecznym singlem z wizją romantycznego happy endu z tym jednym. Z tym, którego ma dla mnie Bóg, jak dziwnie by to zabrzmiało dla ciebie, który to czytasz
a z osobistych zapisków - pierwszy raz w życiu zostałam podrywana na tekst o własnym ślubie. Otóż dany osobnik zaprosił mnie do grania na jego uroczystości, która jak się później okazało nie ma jeszcze wybranej głównej postaci żeńskiej, zwanej zwyczajowo Panną Młodą
co powoduje jeszcze większy brak zrozumienia tak lubianej przez nas męskiej części świata
nadwrażliwie
2011-08-28
dziś dowiedziałam się, iż jestem nadwrażliwa. I to od własnego rodzonego ojca. To stwierdzenie, jak by nie patrzeć, zdziwiło mnie bardzo, zwłaszcza od takiego nadawcy
Że wrażliwa, to tak. Ale nadwrażliwa? Gdzie właściwie przebiega granica między wrażliwością, a nadwrażliwością, i czy jest ona tak cienka, że trudna do zobaczenia?
ale w pewnym sensie wszystkie jesteśmy, mniej lub bardziej, nadwrażliwe. Gdyby nie, połowa dochodów sieci telefonicznych poszła by w niepamięć. Bo przecież znaczna większość z nas może wisieć na linii usiłując z pomocą przyjaciółki zrozumieć zachowania interpersonalne i relacje międzyludzkie oraz dowiedzieć się, czy w danej sytuacji już powinna poczuć się urażona, obrażona, czy w ogóle zapomnieć o osobniku. Najczęściej oczywiście płci odwrotnej
jeżeli chodzi o mężczyzn jesteśmy na pewno nadwrażliwe. Jak zresztą w wypadku rozmiaru biustu, rozmiaru tyłka, uznania własnej nieomylności i wszechpanującej racji nad każdym prawie facetem
ciekawe, skąd wziął się ten stereotyp
i czy my, kochane drogie panie, same go rozmyślnie nie pielęgnujemy?
ps. a czy nadwrażliwością nie jest wrażliwość na zapach Nieosiągalnego siedzącego obok i westchnienie dobrych wspomnień?
konsumpcjonizm emocjonalny
2011-07-18
czasami musimy przyznać sami przed sobą, że wymagamy zbyt dużo. Od siebie, od innych, od całego świata. Że nasza konsumpcyjna natura dotyka nie tylko sfery materialnej, ale coraz wyraźniej widać, że zawładnęła też światem emocji i relacji międzyludzkich. Z drugiej strony jak nie wymagać, skoro od dzieciństwa jesteśmy karmieni hasłami "chcieć to móc", "jak chcesz to potrafisz", "możesz wszystko"
i jaki wpływ ma to na tych wszystkich, którzy nieszczęśliwie uwierzą we wpajaną im ideologię samo-wszechmocy? jak wpłynie to na nasze oczekiwania wobec przyjaciół?
niby powtarzamy, że ideałów nie ma, że idealność to nuda, ale każda z nas w głębi ducha marzy o swoim własnym rycerzu. O kimś, na kim będzie mogła bezwarunkowo polegać, kto bez najmniejszego problemu skręci szafę z Ikei z uśmiechem na twarzy, a gdy będzie mieć gorszy dzień będzie wiedział co powiedzieć, a czego nie mówić
konsumując emocjonalnie drugiego człowieka, zapominamy iż ta jednostka też posiada swój własny konsumpcyjny system uczuciowy. I tu zazwyczaj pojawia się konflikt interesów
"(...) Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu" - jak powiedział van Gogh, i może są to słowa zbyt przesadzone do całego wcześniejszego wywodu, ale moim zdaniem pasują
bo zanim zaczniesz szukać ideału, sam lub sama postaraj się być nim dla kogoś
.
2011-06-25
jakoś idzie. Nawet w sumie nic ciekawego nie zdarzyło się, no może oprócz mojej podróży do ukochanego miasta Krakowa :) obroniłam się i jestem teraz dyplomowanym instruktorem, co mnie ucieszyło, jako że mam z głowy
znormalniałam. W pewnym sensie, bo jeżeli mogę się spotykać z A. (która aktualnie jest z Pawłem, tak tym samym, z którym mnie jeszcze niedawno coś łączyło) i w sumie normalnie rozmawiać, mimo tych wszystkich ran i przykrych historii, przez które niejedna przyjaźń by runęła... ale już tyle za nami, tyle problemów i zakrętów, że nie ma mowy, żeby się rozsypało
znormalniałam. A jednak dalej serce wariuje, kiedy widzę samochód Nieosiągalnego. Ale to już tylko głupie sentymenty
zaczęłam w końcu pisać. Te wszystkie teksty, które są w mojej głowie przelewam, może kiedyś spotkam kogoś, kto sprawi, że powstanie z tego dobry muzycznie materiał
http://www.youtube.com/watch?v=HigHD-7zUDY&NR=1
.
2011-06-05
Martelu, po części dużo racji masz w swoim ostatnim komentarzu. Sama czytając swoje "wywnętrzności" nie dziwię się, że mogę zostać posądzona o depresję, a już na pewno zaburzenia maniakalno-depresyjne:) może po części zwalę to na emocje, które zazwyczaj mi towarzyszą, a może po prostu wylanie na przysłowiowy papier, tego co siedzi ci najgłębiej w głowie jest formą mojej terapii
bo masz rację również w tym, że potrzebuję innego podejścia. Nie czarno-biało, kocha-nie kocha, tak-nie. Pomiędzy jest zbyt wiele może, zbyt wiele szarości. I już teraz to wiem
i nauczyłam się cieszyć z tego, że czegoś nie wiem, że dookoła mnie są ludzie, z którymi mogę mieć normalne, zdrowe relacje, w których czasem jest świetnie, a czasem się chrzani. I wtedy trzeba się nauczyć być dorosłym, a nie popadać w depresję i czarną rozpacz z przekonaniem, że świat się na ciebie uwziął
może weekendy w Krakowie, może Bóg, może ja sama - a na pewno wszystko to - sprawiają, że zaczynam "normalnieć"
i masz rację - przez długi czas zamknęłam się w tym kręgu, między jednym a drugim facetem, nie mogąc się zdystansować do tego wszystkiego, a wystarczyło po prostu przez chwilę odpocząć, zrobić coś dla siebie
i dziękuję Ci za radę, czasem dobrze jest poznać szczere zdanie kogoś obiektywnego
a ewangelikalnie będzie następnym razem, już dziś padam na twarz :)
.
2011-06-04
wow, to wręcz fascynujące móc spojrzeć za siebie. Przeczytałam chyba całą swoją przeszłość, zamkniętą gdzieś tu, a tak bardzo odzwierciedlającą to wszystko co było. A co było, to było, jak mawiał poeta
teraz jest inaczej - jestem ja i tylko ja. W sumie zrobiłam krok, prawie że księżycowy, w końcu skupiając się na sobie. Nie na wszystkich tych facetach przewijających się przez moje życie
może w sumie związane jest to z tym, że Nieosiągalny związał się ze śliczną Wydrą, a Paweł z moją najlepszą przyjaciółką. A może z tym, że moja naiwność sięgnęła zenitu, gdy uwierzyłam facetowi, który mówił, że mu zależy. Dość szybko okazało się, że jednak nagle przestało mu zależeć. Tak więc - przestałam
w wyniku podjętych działań: a. zaczęłam być fitnesską (aż czekam jak zacznę na codzień popierniczać w dresie! :D), b. nauczyłam nie przejmować się płcią męską, nadal występującą w moim życiu, c. przestałam dawać się wykorzystywać wszystkim naokoło
i nadal marzę. Bo jeszcze tyle przede mną
bo szczerość
2011-01-20
ostatnio znajomi mnie uczą, jak to jest "mieć wyjebane na wszystko". Po tym jak spierniczyłam sprawę z Pawłem, a teraz muszę się z nim widywać codziennie i udawać, że przecież wszystko jest wspaniale.
a spierniczyłam, bo przecież to takie dziwne, że po 3 miesiącach chciałabym w końcu wiedzieć, co ten człowiek do mnie ma. Bo powinnam siedzieć i czekać aż się samo rozwiąże. Tylko jak tak nie umiem.
bo szczerość wcale nie jest zaletą
|